Była godzina 22:05. Moje oczy były zmęczone jak nigdy. Miałam wrażenie, że usnę na siedząco.
Siedziałam na łóżku obok Sama. Oglądaliśmy telewizor.
-Cassie, prawda?-zapytał po chwili brunet, patrząc na mnie swoimi zielonymi oczami.
-We własnej osobie... Ty jesteś Sam...
-Dokładnie. Jakby powiedział Dean "Chodząca encyklopedia dziwności".
-Serio? Czemu?
-Bo wiem trochę za dużo o zjawiskach nadprzyrodzonych. Pewnie cę wtajemniczył?
-Tak... Ale wciąż nie mogę uwierzyć, że stwory których zawsze się bałam, istnieją mimo przekonań moich rodziców, że tak na prawdę to tylko moja wyobraźnia.
-Na początku też nie wierzyłem, ale...
-Ale co?
-Nasi rodzice zginęli podobnie jak twoi. Też w lesie. Też spłonęli. Tym razem jesteśmy z Deanem bardzo blisko rozwiązania tej zagadki.
-Myślisz, że co to mogło być?-zapytałam zaciekawiona.
-Nie mam bladego pojęcia. Ale ważne jest to, że może niedługo to coś pokonamy...
Nagle Sam wybuchnął śmiechem.
-Z czego się śmiejesz?-spytałam.
-Odwróć się.-odpowiedział Sam.
Odwróciłam się i ujrzałam Deana stojącego przy szafie w ręczniku na głowie, koszulce i szortach.
-Wow, Dean. Nie wiedziałam, że jesteś kobietą...-szepnęłam tak by usłyszał to tylko Sam, lecz niestety, po tych słowach Dean momentalnie się odwrócił i popatrzył na mnie z rezygnacją.
-A ja ci pożyczyłem koszulę...
-Oj no przepraszam... I tak jesteś niesamowicie przystojny...-powiedziałam i zaczęłam patrzeć na niego jak jakaś psychopatka.
Obcisła koszulka podkreślała jego mięśnie. Był niesamowicie przystojny.
Nagle Dean podszedł do Sama.
-Chodź pogadać, Sammy.-powiedział.
-Po co?
-Muszę ci coś powiedzieć.
Sam wstał z łóżka i wraz z Deanem wyszedł z pokoju.
Postanowiłam położyć się spać.
Wygodnie ułożyłam się na łóżku i przykryłam się kołdrą.
Momentalnie zasnęłam myśląc o tym jaki Dean jest przystojny...
***
-Stary, od kiedy boisz się spać w jednym łóżku z dziewczyną?-zapytał zdziwiony Sam.
-Od teraz. Jeśli się nie zgodzisz, to...
-To co? Dean nie boję się ciebie. Już nie jestem ten sam mały Sammy, który był bratu na każde zawołanie. Dobrze wiesz, że zbliża się apokalipsa. Dlatego też się zmieniłem. I nie... Nie będę spał z Cassie w jednym łóżku. Widzę, że coś do niej czujesz, a wiesz, że nie lubię gdy jesteś zazdrosny.
-Co ma Armagedon do spania z Cassie? Przecież nie musicie od razu uprawiać seksu!
-Dean!-krzyknął Sam.
-Przepraszam. Ale proszę. Albo jak nie to zrobimy tak, ty będziesz spał na kanapie, a ja na podłodze, co?
-Zaraz, zaraz... Coś tu nie gra od samego początku.
Przełknąłem głośno ślinę.
-Coś do niej czujesz, tak? Nie wierze! Zakochałeś się w niej. Po raz pierwszy się w kimś zakochałeś.
-Wcale nie...Po prostu...
-Po prostu się w niej zakochałeś...
-Nie odzywaj się babo, która boi się klaunów i pornosów.-powiedziałem wkurzony.
-Nie odzywaj się dupku, który boi się latania samolotami.-odpowiedział i wszedł do pokoju.
Wszedłem zaraz za nim.
Cassie smacznie spała. Podszedłem do łóżka na którym leżała i wziąłem jedną poduszkę.
Położyłem ją na podłodze i usiadłem na dywanie.
-Jesteś głupkiem, Sammy.-szepnąłem.
-Ja przynajmniej potrafię przyznać się do tego co czuję...
Westchnąłem. Z niechęcią musiałem przyznać bratu rację... Coś do niej czułem. Darzyłem ją uczuciem, którego doświadczyłem tylko raz w moim życiu.
Ale przecież łowcy nie mogą pozwolić sobie na miłość...
***
Przebudziłam się. Leżałam na zimnej i twardej posadzce. Powoli się podniosłam i zaczęłam rozglądać się wokoło. Znajdowałam się w zupełnie obcym mi miejscu. Nie miałam pojęcia jakim sposobem tam trafiłam ani po co...
Nagle ujrzałam stojącego w rogu bruneta w kremowym płaszczu do kolan. Opierał się o ścianę. Zaczęłam iść w jego stronę. Gdy byłam pół metra od niego, nagle otworzył oczy i chrząknął.
-W końcu wstałaś. Ja i moi bracia powoli wpadaliśmy w niepokój o ciebie.-powiedział i poprawił krawat.
Wyglądał jak zwykły facet, ale było w nim coś nadzwyczaj niepokojącego.
-Kim jesteś i czego ode mnie chcesz? Gdzie Dean i Sam?-zapytałam lekko przerażona.
-Spokojnie Cassandro. Nic ci nie zrobię w przeciwieństwie do tych wszystkich demonów polujących na twoją duszę...
-Kim jesteś?-spytałam po chwili namysłu.
-Castiel.-odpowiedział lakonicznie i znów poprawił krawat.
Zaczęłam uważniej rozglądać się po pomieszczeniu.
Obok mnie stał stół, a na nim jakieś dziwne narzędzia, sztylety, noże...
Chwyciłam jeden z nich i z rozmachem rzuciłam w mężczyznę.
Sztylet wbił się w jego klatkę piersiową. Popatrzył na mnie z wyrzutem i szybko go wyjął.
-Auć.-szepnął pod nosem...-Całkiem nieźle jak na pierwszy rzut sztyletem z dwóch metrów... Ale mogło być lepiej.
-Jesteś demonem? Tak jak inni?
-Nie. Tylko wy, ludzie i pół anioły jesteście podatni na opętania.
-Co?
-Tylko wy, ludzie i...
-Słyszałam... Kim ty do cholery jasnej jesteś?
-Jestem Aniołem Pańskim...
-Anioły nie ist...
-Wierzysz w Boga, a w anioły nie?-zapytał patrząc na mnie swoimi błękitnymi oczami. Momentalnie spuściłam wzrok.
-Gdyby anioły istniały, to nie dopuściłyby do śmierci moich rodziców.
-Myślisz, że Aniołowie stają po stronie buntowników? Twoja matka nic ci nie powiedziała?
-O czym miała mi powiedzieć?
-O swojej burzliwej przeszłości.
Podniosłam głowę i przyjrzałam się mu uważnie.
-Co ty możesz wiedzieć o mojej mamie?-zapytałam wkurzona.
-Wiem wystarczająco dużo...
-A więc mnie oświeć. Co takiego ukrywali moi rodzice?
-Poprawka. Co ukrywała twoja matka. Była aniołem. Upadłym, ale nadal aniołem...-powiedział facet.
-Co?-zapytałam.
-Upadła z nieba, jak widać założyła rodzinę, nie informując o swojej przeszłości męża i trójki dzieci.
-Czyli, że niby była aniołem? Dlaczego mam ci wierzyć? Dlaczego mam wierzyć wytworowi mojej wyobraźni?
-Wątpię by twoja wyobraźnia mogła to wszystko stworzyć. Wiesz o co mi chodzi. Mnie, garaż w waszym starym domu w Kansas...
-Co?-spytałam coraz bardziej zdezorientowana.
-A więc twoi rodzice na prawdę tak was okłamywali? Niech zgadnę. Myślisz, że urodziłaś się w Chicago, prawda?
-Myślę tak, bo to prawda.
-A więc to sprawdź. Znajdź swój prawdziwy akt urodzenia, a może wtedy mi uwierzysz.-powiedział i gdy już chciał wyjść, powiedziałam:
-Wytłumacz mi wszystko od początku.
-Czemu? Myślałem, że jestem tylko wytworem twojej wyobraźni.
-Mogę się mimo wszystko mylić, prawda?
-Owszem. Co chcesz wiedzieć?
-Jak moja mama stała się człowiekiem jeśli to co mówisz jest prawdą.
-Każdy anioł musi mieć naczynie. Ja na przykład wybrałem sobie...-zrobił małą przerwę w zdaniu.-Jimmy'ego Novaka.
-A moja mama?
-Nie potrzebowała go. Jako upadły anioł sprawiła, że twoja babcia zaszła w ciążę. Nazywała ją swoim małym cudem, prawda?-zapytał patrząc na mnie swoimi oczami.
-Czasami... A czemu anioły muszą przebywać w czyimś ciele?
-Bo nie mają swojego. Nasze prawdziwe głosy sprawiają, że ludzie tracą słuch, a widok naszych prawdziwych oblicz sprawia, że ludziom się wypalają oczy.
-Anioły to okrutne istoty.
-Nie mów tak. Ja i moi bracia jesteśmy wojownikami bożymi. Nie możemy być okrutni. Gdybyśmy tacy byli, to bylibyśmy jak Lucyfer, ale wszyscy dobrze wiemy, że został strącony do piekieł i z archanioła stał się diabłem.
-Wow... Chciałam dowiedzieć się tylko tego, w czyim ciele była moja mama, a rozmowa doszła aż do tematów satanistycznych.
-Nie rozumiem. Chciałaś prawdy.
-Prawdy o swojej rodzinie, nie o diable!-krzyknęłam.
Coraz bardziej byłam wkurzona.-Może udowodnisz, że jesteś aniołem?
-Jak?-zapytał zaskoczony.
-Skrzydła?
-A... Rozumiem.-powiedział i nagle z lamp nad nim zaczęły wydobywać się chmary iskier. Podszedł bliżej mnie i nagle za nim ukazały się skrzydła czarne jak noc.
Zaczął głęboko oddychać, tak że jego skrzydła poruszały się powoli wraz z wdechami i wydechami powietrza.
-Teraz mi wierzysz? Przynajmniej w małym stopniu?-zapytał patrząc na mnie uważniej niż przedtem.
Wiedziałam,że miałam przerażoną minę. Prawdopodobnie uznał mnie za wariatkę lub kogoś w tym stylu.
-Może...-odpowiedziałam.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Uśmiech, który podkreślił błękit jego oczu.
-Castiel, tak?-zapytałam odważnie i usiadłam na zimnym betonie.
-Tak.-odpowiedział spokojnie i usiadł obok mnie.
-Czym ja jestem? To znaczy... Ja też jestem aniołem?
Z lamp nad nami znów zaczęły radośnie skakać iskry.
-Jesteś półaniołem. I odpowiem od razu na następne twoje pytanie. Oznacza to, że masz kilka... umiejętności których nie mają zwykli ludzie. Płynie w tobie anielska krew. Widać to nawet po twoim wyglądzie. Jesteś drobna, ładna, se...-popatrzyłam na niego podejrzliwym wzrokiem.-Mam na myśli, że jesteś dosyć niezwykła. Nic więcej. Anioły nie mogą czuć pożądania czy miłości do płci przeciwnej. To wbrew bożym zasadom.
-A czy zasady nie są "Jak w Niebie, tak i na Ziemi"?-zapytałam patrząc na niego.
Wydawał mi się taki ludzki jak na anioła.
-Racja, ale nie pod tym względem. Bóg stworzył ludzi do panowania nad Światem i reprodukcji, Aniołów zaś do wyższych celów.
-Aha... Czyli jesteście tylko bezpłodnymi cieciami?-zapytałam z nadzieją, że nie zrozumie tego co powiedziałam.
-Nie jestem pewien co słowo "cieć" oznacza ale sugeruję, że to obelga typu "pedał". Często słyszę jak ludzie nazywają mnie i moich braci Bożymi pedałami. Lub... Dziwkarzami co też nie wiem co oznacza.
-Uwierz mi... Nie chcesz wiedzieć...-szepnęłam.
Na zewnątrz rozpętała się burza. Słyszałam silne grzmoty w oddali. Przez okno raz na jakiś czas wpadały rozbłyski światła piorunów.
-Bardzo chcę wiedzieć co to oznacza. Uwierz mi.-odpowiedział i się uroczo uśmiechnął.
-Proszę. Nie każ mi tłumaczyć co znaczy pojęcie "chodzenia na dziwki"...Mam do ciebie jeszcze jedno, ostatnie pytanie.
-Byle szybko, bo kończy nam się czas na tą miłą pogawędkę podczas której próbowałaś mnie zabić.
-Jeśli moja mama była upadłym aniołem, to jak zaszła w ciążę?
-Upadłe anioły mogą się rozmnażać. Najwidoczniej...-powiedział i wstał z zimnej ziemi.
Wstałam zaraz za aniołem.
-Do zobaczenia, Cassandro.-szepnął i pstryknął palcami, po czym wszystko zniknęło.
A dokładniej wszystko zaczęło się rozpływać jak w jakimś śnie, który się kończył.
Słyszałam w oddali jakiś niski głos wołający moje imię...
Nie wiedziałam skąd dochodzi i do kogo należy... Pochłonęła mnie nicość...
__________________________________________________________________________
Rozdział krótki no ale tak planowałam :D
Podoba się?? :D
Piszcie komentarze oczywiście xD
Tylko szczere! Jak coś się wam nie podoba to walcie śmiało xD Myślę, że te wasze uwagi mnie coraz bardziej motywują :*
Podoba wam się to co wymyśliłam z Cassie?? ;3
A tak wgl dla tych co nie wiedzą!
Moje opowiadanie po części opiera się na SUPERNATURAL! Ale to tylko po części xD
Tak bohaterowie, te wszystkie anioły, większość wizerunków xD
No ale fabuła moja :3
Castiel, Castiel, Castiel! :D musiałam go umieścić *.*
I mam co do niego wielkie plany :* ale to jeszcze bardzo daleko :D
Nie mam jak dodać wam zdjęć i gifów, bo mam zawirusowany komputer i gdy wchodzę na bloggera lub na edycję rozdziału to wyskakują mi jakieś debilne reklamy tam, gdzie jest opcja dodawania zdjęć :/
Nie wiem kiedy w najbliższym czasie dodam jakiegoś gifa lub przynajmniej jakieś zdjęcie :(
Rozdział też edytowany jest na telefonie, bo po prostu się nie da ;-; nie chce mi wejść na facebook'a, a co dopiero na bloggera :'(
Oczywiście rozdziały będą dodawane co około dwa tygodnie, tylko będą bez gifów, bo na telefonie nawet nie mam opcji dodawania zdjęć :/ A jak mi się jednak uda coś wkleić to pod koniec notatki może zobaczycie jak wygląda Castiel :3
Obym tylko nie straciła weny :-:
Ale ostatnio mam wenę, tylko nie mam czasu na pisanie i przepisywanie o.O
Co to będzie xD
Ale dobra xD już kończę xD
Komentujcie jak zwykle i chcę wam jeszcze podziękować za te wszystkie motywujące komenty ;*
Kocham was, wy moi czytelnicy :*
A co do bloga o Klaroline, to nie piszę już na nim xD kompletny brak weny >.< nie to co tu :3
A wiem też, że wiele anonimów uważa, że tu piszę lepiej niż na poprzednich blogach xD
Wiecie czemu? Bo tutaj się bardziej wczuwam w opowiadanie :3
Komentujcie a ja tymczasem lecę pisać szósty rozdział :*
Kocham was :*











