Wiadomość od autorki:
Niestety na komputerze w dalszym ciągu nie mogę dodawać ani zdjęć ani gifów więc zdjęcia dodaje wam na końcu posta :(
Niestety póki komputer jest zepsuty, muszę tak kombinować :/
W Ruby wcieli się Candice Accola, a Gabriel będzie taki sam jak w Supernatural, ponieważ... No nie potrafię wybrać innego aktora :D
Po prostu Richard jest do tej roli idealny xD szkoda, że tak szybko się go pozbyli ://
Zapraszam do czytania!
-Pobudka księżniczko!-usłyszałam krzyk dochodzący prawdopodobnie z łazienki.
Powoli otworzyłam zaspane oczy. Przetarłam je i rozejrzałam się po motelowyn pokoju.
Sam siedział przy małym stoliku. Sprawdzał coś na laptopie jednocześnie jedząc kanapkę z serem i pomidorem.
-Smacznego.-powiedziałam na powitanie i głęboko ziewnęłam.
-Dzięki.-odrzekł Sam z szerokim uśmiechem na ustach.
-Która godzina?-zapytałam.
-9:40.
Nagle z łazienki wyszedł Dean. Popatrzył na mnie i się uśmiechął ironicznie.
-Sammy powiedz Cassie, że przedstawisz nam swoją dziewczynę...
-Dean, nie zaczynaj. Ile razy mam ci mówić, że nie jesteśmy parą?
-Rozumiem, że gadacie o tej całej Ruby, tak?
-Widzisz Sammy. Nawet Cassie wie co się kroi.
-Wcale nie!-zaprzeczyłam.
-Co ci się śniło, Cassie?-zapytał spokojnie Sam i zaczął pisać coś na klawiaturze.
-Nic...
-Ekstra. Nic ci się nie śniło, a krzyczałaś coś o aniołach.-powiedział ironicznie Dean.
Musiałam przyznać, że za często używa swojego ironicznego tonu. Chciałam uniknąć tematu tego snu, mimo, że wiedziałam o tym, że szybko się złamę. Spuściłam wzrok na podłogę i wstałam z łóżka.
-Cassie?-zapytał Dean głosem, którego jeszcze nie słyszałam... Troskliwy ton Deana Everdeena...
-Śnił mi się anioł. I powiedział mi coś co...
-Co ci powiedział?-wtrącił zaciekawiony Sam.
-Że jestem półaniołem.
-Wiedziałem, że to chore by istniała zwykła dziewczyna z tak niesamowitą urodą.-mruknął pod nosem Dean.
-Sugeruję, że miałam tego nie słyszeć.
-Wręcz przeciwnie!-odrzekł lekko speszony. Udawał, że to było zamierzone...
Popatrzyłam na niego. Uśmiechał się szczerze jak nigdy odkąd go poznałam.
-Czyli jesteś Nefilimką?-spytał Sammy.
-Nie, Cassie jest półczłowiekiem, półaniołem.-odparł Dean, który nie zrozumiał tego co powiedział Sam.
-Powinieneś być blondynką.-powiedział szczerze Sam patrząc z politowaniem na brata.
-Dobra, przestańcie! Jestem zwykłą dziewczyną, więc nie mam pojęcia co to był za chory sen! Idę się ubrać. I przez ten czas macie się nie kłócić!-przerwałam ich sprzeczkę i poszłam do łazienki ze swoimi ubraniami przygotowanymi na dzisiaj. Zawsze tak robiłam. Gdy dzień wcześniej nie przygotowałam co mam na siebie ubrać, panikowałam. A nie chciałam zacząć panikować przy Samie i... tymbardziej Deanie.
Byłam zadowolona z tego co powiedział wcześniej. Z tego, że jestem ładna. Może jednak miałam szanse u niesamowitego łowcy...
Gdybym mogła to rozmyślałabym tak cały czas ale... Nagle usłyszałam jak bracia się kłócą.
Szybko umyłam twarz, zęby, podkreśliłam oczy kredką i użyłam tuszu do rzęs. Wyszłam z łazienki pewnym krokiem i zobaczyłam Deana siedzącego na łóżku. Sam siedział przy laptopie z grobową miną.
-Co jest?-zapytałam.
-Nie, nic...
-Dean, nie okłamuj jej. Cassie jeśli to prawda, że jesteś półaniołem to przynajmniej wiemy czemu ścigają cię wszystkie cholerstwa prosto z piekiel.
-Czemu?
-Bo widzą w tobie zagrożenie. Według podań Nefilim mają wielką moc. Tymbardziej jeśli matka była aniołem i...
-Sam, ona nie jest żadnym Nefilim! Jeszcze raz to powiedz, a obiecuję...
-Dean chcę poznać prawdę!-krzyknęłam.
Chłopcy w tej samej chwili popatrzyli na okno.
Usłyszeliśmy huk i szyba pękła na tysiące małych kawałeczków.
-Cassie?-zapytał zaskoczony Dean.
-Ty to zrobiłaś?-dopowiedział Sam.
-Chyba...-odpowiedziałam przerażona tym co się właśnie stało.
-Ale czad... Cholera! Chcę mieć supermoce! Byłbym jak Spiderman albo... Superman!-powiedział zachwycony Dean.
Na jego twarzy nie było ani nuty przerażenia... tylko zachwyt i zaskoczenie. Nic więcej.
-Dean? Lubisz superbohaterów?-zapytał nadal lekko przestraszony Sam.
-A ty nie? Tata dawał mi komiksy w dzieciństwie. To przez niego. Psychika zapamiętała moje największe marzenie z dzieciństwa. -Ja zawsze chciałem być policjantem...-powiedział Sammy po krótkim namyśle.
-No widzisz! A ja superbohaterem! Marzenia jednak się spełniają, prawda?
-Jeśli chodzi ci o fałszywe odznaki FBI i ...
-Dobra wystarczy mi słuchania waszych marzeń, bo niedługo dojdzie do chwili zwierzeń i będziecie mówić kiedy przestaliście być prawiczkami.
A uwierzcie mi. Nie lubię słuchania historii z życia wziętych.
-Okej... Serio widziałaś Lilith?-zmienił temat Sam.
-Jeśli jest blondynką z białymi oczami, to owszem.
-No to widziaś Lilith...-powiedział Sammy i znów pochylił się nad laptopem.
Zerknęłam na ekran. Czytał legendy o aniołach i półaniołach.
Westchnęłam i spuściłam ponownie wzrok. Podeszłam do łóżka, usiadłam i spod poduszki wyjłam pamiętnik.
Z torebki wygrzebałam mój ulubiony, fioletowy długopis i zaczęłam pisać.
"Drogi pamiętniku...
Ostatnio mam na głowie tak dużo spraw... Śmierć rodziców, te całe demony i teraz jeszcze to kim tak na prawdę jestem... Najbardziej obawiam się tego, że to co powiedział mi Castiel... Boję się... Cholernie. Gdybym mogła wrócić do mojego dawnego życia... Teraz wszystko było bez najmniejszego sensu... W dodatku... chyba się zakochałam. W łowcy. Gdy go widzę... Gdy tylko o nim myślę... Zaczynam czuć coś niesamowitego. W brzuchu zaczynają latać mi tysiące maleńkich motyli... Jak w lecie na kwiecistej polanie. Obiekt moich westchnień nazywa się Dean Everdeen. Jest strasznie seksownym i przystojnym dwudziesto trzy latkiem... Właśnie uważnie mnie obserwuje. A co do obserwowania... Ktoś mnie chyba śledzi. Ciągle czuję się niepewnie, tak jakby ktoś naruszał moją prywatność. Może to tylko wyobraźnia ale ostatnio dzieje się tyle różnych rzeczy, że coraz bardziej wierzę w to co widzę.
Co jeśli gdzieś tam istnieją anioły mające w dupach wszystko co dzieje się na ziemi?
Gdy byłam mała zawsze wieczorem mama kazała modlić się do aniołów i do Boga lecz... Co jeśli przez całe dzieciństwo modliłam się do bandy aniołów, czyli innymi słowy bandy zadufanych w sobie dupków ze skrzydłami?
Lecz mimo wszystko nadal wierzę, że ktoś ciągle nade mną czuwa... Może niektórzy aniołowie są inni, jak Castiel, który..."
-Co piszesz?-zapytał zaciekawiony Dean patrząc w zeszyt.
Momentalnie go zatrzasnęłam.
-Nic.
-Widziałem tylko dwa słowa. "Anioły" i "dupki". Czy to o mnie? No wiesz. Anielski dupek?-zapytał z tym swoim ironicznym uśmiechem na ustach.
-Nie, idioto!-powiedziałam i się roześmiałam jak dziecko, które właśnie ktoś łaskota.
Nagle mój śmiech przerwało głośne pukanie do drzwi.
-Hmm... Pewnie babka z recepcji. Sam lepiej chodźmy do łóżka by utwierdzić ją w przekonaniu, że jesteśmy gejami. Jakby co, to szyba pękła, bo Cassie nie chciała oglądać nas razem i wybiła okno by się ewakuować. Masz lepszy pomysł, Sammy?-zapytał Dean.
Zaczęłam się śmiać jeszcze głośniej niż przedtem.
-Dean... Proszę nie zrób mi wstydu przy Ruby. To na pewno ona, a okno załatwimy później.
-Jeśli chodzi ci o seks z właścicielką, to nie dzięki.
-Chodziło mi raczej o łapówkę, ale jak wolisz...-powiedział Sam i otworzył drzwi.
Do pokoju weszła ładna blondynka. Rysy jej twarzy były uderzająco podobne do rysów mojej mamy.
-Hej Sammy. Wy pewnie jesteście Dean i Cassie? Miło was poznać.-powiedziała słodkim głosem i podeszła do Deana by uscisnąć jego dłoń.
-Sammy, dobra partia...-powiedział do brata.
-Jak się nazywasz?-zapytałam dla pewności.
-Ruby Simon. A ty to Cassandra Howe. Miło mi cię poznać.-powiedziała i usiadła obok mnie, po czym mnie przyjaźnie uscisnęła. Jej głos przypominał mi głos mamy gdy wieczorami przychodziła do mnie zgasić światło i opowiedzieć bajkę.
Zazwyczaj były to wymyślone przez nią bajki o aniołach w niebie... Skąd miałam wiedzieć, że sama była jednym z tych aniołów...?
Odwzajemniłam uścisk Ruby.
-Jak się nazywają twoi rodzice?-zapytałam jeszcze raz zanim łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
-Byłam wychowana w rodzinie zastępczej. Moi prawdziwi rodzice zmarli około tydzień temu... Przynajmniej według tego czego się dowiedziałam w szpitalu... Twoi też, prawda?
Tak bo jesteśmy siostrami...-pomyślałam.
-Tak.-odpowiedziałam ocierając łzy.
-Cassie, chodź na słówko.-powiedział Dean.
Wstałam z łóżka i wyszłam za Deanem z pokoju.
-Wszystko dobrze?-zapytał troskliwie.
-Nie. Ona jest moją siostrą. We
śnie nie zwracałam uwagi na słowa Castiela ale... powiedział to...
-Ale jak to... To możliwe?
-Myślałam, że jestem tylko ja i Kevin ale... Jak widać jest inaczej... Co ja mam robić, Dean?
Dean przycisnął mnie do siebie i mocno przytulił.
Położyłam głowę na jego torsie. Zaczęłam płakać.
-Nie płacz... Cassie proszę. Nienawidzę gdy ładne dziewczyny wypłakują się w moją koszulkę.
Podniosłam wzrok. Ledwie widziałam jego twarz przez łzy.
Czułam się nieswojo w jego silnych ramionach. Nie powinnam ale jednak... Może to przez to uczucie? Nie miałam pojęcia. Z jednej strony chciałam go pocałować by zrozumiał, że mi na nim zależy, ale z drugiej strony... intrygował mnie Castiel. Przystojny anioł w prochowcu... Otarłam łzy palcami.
-Już lepiej, Cassie?-zapytał Dean.
-Tak. Mogłabym porozmawiać z Ruby? Na osobności?
-Myślę, że tak.-powiedział i złapał mnie delikatnie za dłoń.
Spuściłam wzrok. Dean to zauważył i puścił moją rekę speszony.
-Przepraszam, ja nie wiem co we mnie wstąpiło.
-Nic się nie stało, Dean.-odpowiedziałam i go mocno przytuliłam.-Dziękuję ci, że tu jesteś.
Wsłuchałam się w rytm jego serca. Biło niezbiernie szybko... Tak jakby się czymś stresował lub się czegoś bał.
-Cassandro, nie wiem czy wiesz, ale...-powiedział nagle Dean.
-Tak?
-Zgniatasz mi koszulkę. I nie mogę oddychać.
-Sorki.-odpowiedziałam i puściłam go z uścisku.
Chłopak wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze z płuc.
-Dobra, to ja rozdzielę nasze gołąbki i będziesz mogła porozmawiać z Ruby.
Dean podszedł do drzwi i je szybko otworzył. Wszedł do pokoju, a ja od razu za nim.
Sam i Ruby przeglądali jakąś książkę.
-Gołąbeczki się nie obsciskują? Co z wami? Sammy wstydzisz się iść do łóżka z piękną blondynką?-zapytał Dean ironicznie.
Ruby zaczęła chichotać.
-Stul pysk, Dean.-rozkazał spokojnie Sam.
-Nie mam racji, braciszku?
-Nie, nie masz. Ruby to tylko moja dobra przyjaciółka ze szkoły. I dobrze to wiesz!-powiedział Sam poprawiając koszulkę.
W jego głosie wyraźnie było słychać kłamstwo.
-Wmawiaj sobie dalej.-odparł Dean.
-Zamkniesz się w końcu?-zapytał wkurzony Sam i wyszedł z pokoju zatrzaskując za sobą drzwi.
Dean popatrzył na mnie dając mi znak, że droga do prawdy jest już wolna. Wyszedł z pokoju za młodszym bratem.
W pokoju zapanowała cisza. Szelest liści za oknem ucichł, na ulicach Chicago było cicho jak nigdy dotąd.
Stresowałam się tą rozmową bardziej niż pogrzebem rodziców.
-Słyszałam o tym co się; stało w twoje urodziny. Przykro mi.-powiedziała Ruby, przerywając niecodzienną ciszę.
-Myślę, że twoje współczucie nie przywróci im życia...-odpowiedziałam i na nią popatrzyłam.
Uśmiechała się ironicznie.
-Wiem o tym, że jesteśmy siostrami. To znaczy... że ona jest twoją siostrą.
-Co? Skąd?-zapytałam nie zwracając uwagi na dalszą część jej zdania.
-W piekle wiadomości rozchodzą się szybciej niż na tej waszej ziemi...-odpowiedziała i nagle jej oczy stały się czarne.
-Co do diabła?-zapytałam przerażona.
-Miło jest słuchać gdy ludzie mówią o tacie... Wydaj z siebie choć jeden odgłos, a... Abbaddon cię zabije na miejscu... W okropnych torturach... Będziesz cicho. Zabiję cię szybko i bezboleśnie... Mniej więcej.-szepnęła w obawie, że Winchesterowie podsłuchują nas za drzwiami i złapała lampkę z szafki nocnej.
-Nie zabijesz mnie, głupi demonie!-krzyknęłam. Próbowałam opanować przerażenie. Cała się trzęsłam.
-Wolisz tortury? Nie spodziewałam się tego po takiej drobnej blondynce jak ty...
Jednym pociągnięciem wyrwała kabel z kontaktu i mocno mnie uderzyła porcelanową lampą. Poczułam niesamowity ból. Wpadłam w czarną otchłań.
***
Siedziałem na ławce w moim ulubionym niebie należącym do jakiegoś biznesmena.
Dla każdej osoby przeznaczone inne niebo... To mogła być ulubiona scena z przeszłości jak i coś całkiem wyimaginowanego przez naszą wyobraźnię...
W moim przypadku była to wyobraźnia. Wiosenne popołudnie w parku. Lubiłem tu przebywać. Zawsze siadając na ławce wpadałem w wir głębokiej zadumy i nie potrafiłem się z niego wydostać. Tak było też i teraz.
Straciłem rachubę czasu. Z resztą... Tutaj nie było czegoś takiego jak czas. Nikomu nigdzie się nie spieszyło. Może to dlatego Niebo było miejscem tak idealnym...Bez tego nie potrzebnego pośpiechu wszystko stawało się lepsze. Na swój sposób piękniejsze. Gdyby tak było też na ziemi...Lecz niestety w tym przypadku jak i w wielu innych nie potwierdza się zdanie "...Jak i w Niebie, tak i na Ziemi..."
Ale w końcu... Co to byłaby za nudna Ziemia bez bólu, morderstw i rozpaczy?
Nie żebym był kimś okrutnym. Po prostu... Nie potrafię wyobrazić sobie wszystkich ludzi spokojnych, opanowanych... Z takim samym charakterem. Bez buntów. Bez sprzeciwów. Bez gróźb czy bez pośpiechu.
Ludzie różnie postrzegają świat... Dlatego w Niebie jest tak dużo miejsc w których dana dusza czuje się jak w raju. Dla jednego może to być polana, dla innego... bitwa poplamiona litrami krwi i pełna nienawiści.
Czasami zastanawiałem się po co Bóg stworzył aniołów. Różniących od siebie pod względem charakteru. Dopiero wiek temu to pojąłem. Bóg stworzył aniołów po to by trzymać ludzi w ryzach... Lecz niektórzy z nich przestają być marionetkami Bożymi i przechodzą na złą stronę. Stają się wtedy lalkami Piekieł. Lucyfera.
Ludzie wtedy zabijają i... to zbyt okrutne by anioł o tym myślał.
Nagle tornado myśli w mojej głowie ucichło. Wróciłem do rzeczywistości.
W oddali mała dziewczynka puszczała latawca.
Po chwili lotu ptak uderzył w materiał. Rozdarł go na dwie części i poleciał w swoją stronę.
Latawiec upadł u moich stóp. Podniosłem go i popatrzyłem na dziewczynkę stojącą między drzewami. Wstałem z ławki.
Przyłożyłem rękę do latawca. Użyłem swojej anielskiej mocy by go naprawić.
Po chwili był jak nowy. Podszedłem do małej blondynki i kucnąłem obok niej, i podałem jej zabawkę.
-Proszę. Jest jak nowy.-powiedziałem z uśmiechem na twarzy.
Dziewczynka nieśmiało wzięła ode mnie zabawkę.
-Dziękuję.-powiedziała.
-Jak masz na imię?-zapytałem zaciekawiony.
Jej twarz strasznie mi kogoś przypominała aczkolwiek nie miałem pojęcia kogo.
Zanim blondynka cokolwiek powiedziała, za nią pojawiła się kobieta. Nie mogłem uwierzyć, ale jednak. Wiedziałem, że wzrok mnie nie myli.
-Chodź Cassie. Musimy wracać, bo tatuś nie może poradzić sobie z Kevinkiem.-powiedziała Jennifer.
Zrobiłem zdziwioną minę. Nie mogłem uwierzyć by w wybranym przeze mnie niebie pojawiła się Cassandra i jej matka.
Może to przez poczucie winy, które ciążyło na mnie przez to, że skłamałem.
Ale... Musiałem skłamać. Co by się stało gdyby Cassie dowiedziała się prawdy? Rafał byłby skłonny mnie zabić.
Zamknąłem oczy. Wiosenne słońce mnie raziło tak jak nigdy.
Gdy je otworzyłem, Jennifer i Cassie zniknęły.
Wiedziałem, że aniołowie przebywający w czyimś niebie mają czasami wpływ na zdarzenia, ale... Czemu akurat ja? Czemu teraz?
Lecz nagle usłyszałem za sobą znajomy głos mojego starego przyjaciela. Czy raczej mentora...
Momentalnie się odwróciłem i ujrzałem Gabriela.
-Kopę lat, Castiel.-powiedział z czysto ironicznym uśmiechem na twarzy.
-Gabriel.-powiedziałem i serdecznie uścisnąłem starego przyjaciela.-Myślałem, że zostaniesz na ziemi dłużej niż...
-Cas, Cas, Cas...Nie nadawałbyś się na archanioła. Jesteś za bardzo uczuciowy i sympatyczny.
-Mógłbym to samo powiedzieć o tobie, Gabrielu.
-Ja przynajmniej nie jestem wiecznym prawiczkiem.
-Ja nie udaję Trickste...
-Możemy przejść do sedna, Cas?
-Domyślam się, że jesteś tu przez bratobójcze rządy Rafała.
-Też ale przede wszystkim. Abaddon zaatakowała Cassandrę. Wiesz o kogo mi chodzi, prawda?-zapytał, a z jego twarzy zniknął uśmiech.
-Co?-zapytałem i poluzowałem krawat.
To nie mogła być prawda. Nie mogłem pozwolić by Abaddon ją skrzywdziła.
-Musisz ją odszukać.-powiedział Gabriel.
-Czemu ja?-zapytałem mimo, że dobrze wiedziałem co odpowie.
Za dobrze mnie znał by nie wiedzieć, że moje uczucia, mimo, że nie powinny ze względu na bycie aniołem, buzowały.
-Bo coś do niej czujesz. Widziałem wszystko co się tu działo. Myślisz, że czemu tutaj była? Bo coś do niej...
-Ukazała się jako sześciolatka!
-Ale to nadal ona, prawda? Może nie myśl więcej tą głową, a zacznij działać spontanicznie? Wiesz jak to się skończyło ostatnim razem.
Naomi cię przechwyciła i zrobiła ci "pranie mózgu". Znów tego chcesz?
-Nie.-mruknąłem pod nosem i popatrzyłem na Gabriela.
Kiwnąłem głową na pożegnanie i zniknąłem.
Nagle znalazłem się pod jakąś starą ruderą.
Przełknąłem głośno ślinę.
Przed drzwiami stały dwa demony które opętały żołnierzy.
Miałem prze...gwizdane. Zamrugałem powiekami i pewnym krokiem podszedłem do dwóch osiłków.
Od razu mnie zauważyli i wycelowali we mnie strzelby.
Jeden z nich podbiegł do mnie i gdy tylko chciał mnie uderzyć kolbą, powaliłem go na ziemię i wbiłem mu w plecy anielskie ostrze.
Nagle poczułem, że drugi pociąga mnie za ciemno brązowe włosy, do góry tak by z łatwością poderżnąć mi gardło. Poczułem jak ostrze które trzyma w ręku wbija się w moją szyję.
Poczułem jak moja krew ścieka na białą koszulę i krawat.
Zamknąłem oczy czekając na szybką śmierć.
Lecz nagle poczułem jak mężczyzna odsuwa anielski sztylet. Odwróciłem głowę i od razu poczułem na policzku uderzenie.
Wojskowy był na prawdę waleczny. Wbił mi ostrze w prawe ramię, rozcinając płaszcz, garnitur i koszulę. Przedarł się przez skórę. Poczułem okropny ból, lecz nie mogłem się poddać. Nie teraz gdy byłem tak blisko. Lewą ręką chwyciłem sztylet leżący obok mnie i szybko wbiłem go w serce demona.
Mężczyzna upadł, a trawa zamortyzowała jego upadek.
Wyplułem krew z buzi na zieloną trawę. Popatrzyłem w stronę drzwi. Były otwarte na ościerz. Powoli wstałem i zacząłem iść w ich stronę. Musiałem uratować Cassie i jej siostrę opętaną przez Abaddon...
__________________________________________________________________________
Cholera! Jakie długie!
Nie za długie jak dla was? Mam takie częściej robić czy jednak krótsze?
Za dużo się działo jak na jeden rozdział? Nudny? Ciekawy?
Co myślicie? A i to kurna nie jest ff no xD
Gdyby to było ff to charaktery i zachowania bohaterów byłyby takie jak w serialu! :DD
Nwm jak wam ale mnie rozdział przypadł do gustu! :D
Ale ocena należy do was :*
A więc piszcie komentarze!
Zdjęcia tylko dwa pod spodem, bo z komputera da się korzystać aczkolwiek nie na bloggerze, bo nie chce mi się ani zalogować ani stworzyć nowego posta. A na moim i kazdym innym blogu wszędzie wyświetlają się reklamy >.<
Zdjęcia jak widzicie Pobity Castiel, Castiel na ławce, Dean (*-*) i Ruby dla nie wiedzących jak wygląda Candice Accola :3
Pozdrawiam :**
Mam nadzieję, że rozdział się wam podoba i czekam na komentarze!